- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Od 24 lutego Polacy realnie boją się o swoje bezpieczeństwo i niezależnie od tego, kto rządzi naszym krajem, jest to w pełni zrozumiałe. Ostatni czas to także czas coraz większej biedy, coraz większej ilości rozmów o drożyźnie i przytłoczenie ekonomiczne każdej Polki i każdego Polaka. Zbliżają się też wybory, potencjalna zmiana władzy lub przedłużenie jej dla Zjednoczonej Prawicy.
Sondaże są różne, na razie wydaje się, że tak samo realne są scenariusze numer jeden i dwa, a każdy z nich zawiera sobie wiele podscenariuszy, w zależności od długości trwania nowego rządu czy dokładnego składu koalicji rządzącej.
W normalnej sytuacji powiedzielibyśmy, że trudna sytuacja ekonomiczna, tak trudna i tak nagle pogorszona, byłaby dominująca w trwającej już kampanii wyborczej. I że byłaby dominującą przewagą aktualnej opozycji nad rządzącymi, którym po prostu tą drożyznę by wypominano. Ale czy na pewno? Gdyby nie Putin, a w związku z tym putinflacja, byłaby... no właśnie, z racji na to, że jednak "oficjalnie" mamy tą putinflację, nie do końca wiemy, co by obowiązywało. Ale to spór tylko lingwistyczny, bo niemal pewnym jest że nie byłaby to jakaś zwyczajna inflacja. Raczej brukselokracja, może idąc tym tropem biurokracjoflacja, a może jednak lepiej sprzedawałaby się po prostu uniokracja.
https://unsplash.com/photos/X2JAgeRXqJo
Niedawno w Brazylii odbyły się wybory prezydenckie, które przegrał Jair Bolsonaro. Dlaczego zaczynam od przegranego? Nie dlatego, by go godnie pożegnać i płynnie przejść do gratulacji dla jego następcy, od tego są Brazylijczycy i dyplomaci. Piszę o tym dlatego, że ogłoszenie wyników prezydenckich nie kończy dziś na świecie jednego etapu władzy i zaczyna drugi, w tym wypadku ze zmienionym przedstawicielem. Po wyborach parlamentarnych nie zaczyna się po prostu kolejna kadencja z rządzeniem jednych i narzekaniem/opiniowaniem/merytoryczną krytyką opozycji. Pomiędzy, oby tylko pomiędzy tymi okresami, płynnie przechodzimy do jakiegoś zatwierdzenia lub nie tych wyników przez obóz przegrany. Coraz częściej, zdecydowanie za często, z brakiem zatwierdzenia.
Obóz Bolsonaro ma wątpliwości, co do jego przegranej z Lulą da Silvą. Sam Bolsonaro ostatecznie mówi, że przekaże władzę i namiawia do wstrzymania protestów, ale podskórnie czujemy, że to jeszcze nie koniec i nowy prezydent i obywatele nie będą mieli absolutnie spokojnie. Nie inaczej było po przegranych wyborach Trumpa, ciekawe, jak będzie po trwających właśnie w Stanach Zjednoczonych wyborach, gdzie Republikanie zacięcie walczą z Demokratami. Ale to daleko od nas. Bliżej jest kontestowanie wyników wyborczych przez Białorusinów i Rosjan. Najbliżej zaś naszym sercom jest nasz kraj i, głównie w wypadku przegranej Zjednoczonej Prawicy, obawiam się tu niedługo możliwego kontestowania tej przegranej. W odwrotnym wypadku optymistycznie nazwę, że nie obawiam się (przynajmniej jeszcze), a jestem ciekawy, co opozycja zrobi z tymi wszystkimi "zbrodniami rządzących", które teraz coraz bardziej skrupulatnie opisuje. Będzie sądzić, dużo ludzi wyjdzie na ulicę; nie będzie sądzić, dlaczego ma ich nie sądzić?
Ciekawe też, czy ta opozycja będzie z Gowinem, czy bez. Ostatnio miejsca na listach z Koalicją Obywatelską oficjalnie odmówił im Donald Tusk. Więc uważam to za wersję ostateczną. Bycie nie do końca platformowym (w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu), a wcześniej nie do końca zjednoczonym z Prawicą odbija się chyba Gowinowcom czkawką, bo sami mają mniej niż procent poparcia.
#PiS #Bolsonaro #Gowin
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Komentarze
Prześlij komentarz