- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Żyjemy w kraju, gdzie demokratycznie wybrany rząd podejmuje w ramach swojego demokratycznego mandatu suwerenne decyzje, które są zgodne z jego wcześniej zarysowanym programem. Długie zdanie, które zamieniam niejako w pytanie. Czy tak jest? Moim zdaniem w pełni tak.
Jeśli PiS mówi, że zmniejszy z powrotem wiek emerytalny, to po wygranych wyborach to robi i nie robi przez lata nic w przeciwnym ku temu kierunku. Jeśli PO (bo to, choć może nieco mniej, też pasuje do tej definicji) nie mówi, że wiek emerytalny jest stały, ma pełne prawo go podnieść.
Po co nam więc w ogóle referenda? Oczywiście rozumiem pod nimi głosowania w innych (i to raczej znacząco) terminach, niż wybory, które właśnie same z siebie są jednym wielkim, państwowym referendum.
Rozumiem, że pan Kaczyński, ogłaszając referendum z pytaniem np. czy chcemy migrantów w Polsce mówi: nasz rząd jest szczerze przekonany, że to bardzo zły pomysł dla Polski, ale jest to tak ważna decyzja, a wybory były tak dawno temu i jeszcze tyle czasu do następnych (zaś przedterminowych nie ogłaszamy ze względu na utrzymanie stabilności rządzenia dla dobra państwa), że chcemy w niej poznać oficjalny głos wszystkich obywateli, a nie iść tylko za naszymi zwolennikami, choć moglibyśmy to zrobić.
Oczywiście mówi się, że referendum jest po to, by jeszcze zaostrzyć kampanię (jeśli ogłaszają je obecnie rządzący, w ogóle to ciekawy dwuczłonowy twór polityczny jakoś ingerujący w ich przyszłość, w każdym razie ma to im służyć). Natomiast czy jest tu w ogóle próba rzetelnego (choć może wcale niezgodnego z intencjami to nam oferujących) podania powodu takiej, a nie innej decyzji? Na zasadzie: 500 (jeszcze) + to poprawa jakości życia Polek i Polaków (choć nam chodzi tylko o słupki poparcia)? Chyba biedne referendum 2023 nawet tego nie dostało.
#PiS #PO #referendum wyborcze
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Komentarze
Prześlij komentarz